wtorek, 28 czerwca 2011

Na front.

Słaba kawa, słaba herbata, słabe papierosy. Wszystko w moim domu takie słabe. Zupełnie, jak ja. A jednak, zostałam wystawiona na front, wcisnęli mi w dłonie karabin i pociski słów. Kazali strzelać, więc strzelałam. Oszołomiona hukiem słów roztrzaskujących się na ciele wroga, nie zastanawiałam się, co ja tak właściwie robię. Serce biło jak oszalałe, nie zauważyłam, kiedy przyjaciel stał się wrogiem.
Aż nagle w nawyk weszło mi nastawienie do walki. Broń trzymam teraz zawsze przy sobie, nie uśmiecham się do nieznajomych. Poznałam wartość przyjaźni, dławię się, słysząc o miłości.
Nie stać mnie na nic więcej.