piątek, 4 lutego 2011

powoli i spokojnie

Nie byłam do niej przywiązana, pozwalałam jej mieszkać u siebie tylko dlatego, że potrafiła gotować. Czasami budziłam się rano i błagałam, by już jej nie było, lecz później miałam wizję, w której wszystkie naczynia rzucają się na mnie i duszą. Wybiegałam wtedy do najbliższego sklepu i kupowałam czekoladki, których tak nienawidziła i których nigdy nie dostała.
Kobiety jej nienawidziły. Była wszystkim tym, czego one uciążliwie w sobie szukały, może dlatego nie miała koleżanek, bo kto by chciał spędzać czas z kimś, kto wprawia nas w kompleksy. Każdy dzień spędzała w domu, choć nigdy się do tego nie przyznała, to było wyjątkowo zabawne. Codziennie rano wchodziłam do kuchni, a ona już tam była, umyta, wymalowana i wystrojona, wskazywała ręką talerz z kanapkami, udając, że zrobiła je dla siebie, ale nie mogła ich zjeść. Dobrze wiedziałam, że były dla mnie i ona dobrze wiedziała, że ja wiem. Nigdy nie nudził mi się ten nasz teatrzyk.
Któregoś razu zapytałam po co jej to wszystko. Dlaczego wydaje tyle pieniędzy na te drogie perfumy, skoro nikt nie ma okazji poznać ich niesamowitego zapachu. Spojrzała wtedy na mnie tymi swoimi przeraźliwie jasnymi oczami i uśmiechnęła się delikatnie. Jej oczy były niesamowicie jasne, niebieskie, niemal szare. Gdy patrzyła miało się wrażenie, jakby wywiercała dziury w czaszce rozmówcy. Do tego te długie, czarne włosy. Każda chciała być tak wyjątkowa, wiem, że chciały ją za to zabić, już prawie zdobyły kwas, którym chciały ją oblać.
Podczas jednego z naszych wspólnych spacerów po wsi powiedziała, że nie należy ignorować ludzi, którzy pukają do drzwi. Nieważne, czy chcą nas uściskać, okraść, czy zabić, należy otworzyć im te cholerne drzwi, bo o ludzi dobrze wychowanych trudno w tych czasach, a przecież nawet zabójca może być dobrze wychowany, przecież puka. Ona bez wątpienia była dobrze wychowana, waliła w drzwi mojej sypialni przez całą noc.
Lubiła mówić o mężczyznach, o tym jak jej pragną. Opowiadała mi o dwóch nieznajomych, którzy odwiedzali ją, gdy ja jestem w pracy. Pierwszy był mężczyzną dojrzałym, w średnim wieku, według niej bardzo pociągającym. Mówiła, że jest stanowczy, nie owija w bawełnę i śmiało mówi o tym, czego od niej oczekuje. Drugi, natomiast, to chłopak młodszy od niej, pełen energii i zachwytu, pisze do niej listy miłosne, a czasem nawet przynosi prezenty. Przez jakiś czas jej zazdrościłam, chociaż wiedziałam, że taka jest kolej rzeczy, gdy się ma takie włosy i takie oczy, jak ona. Moje oczy są zwyczajne, zielone, a włosy brązowe, w dodatku nieudolnie farbowane na rudo, więc czego ja oczekuję, nie bądźmy śmieszni. Tym razem była naprawdę wiarygodna, bo byłam szczerze zdziwiona, gdy dowiedziałam się, że przez cały czas mówiła o tym śmiesznym dziadku, który sprawdzał wodomierze i ledwo trzymał się na nogach oraz o naszym listonoszu - wątłym, niezdarnym chłopaczku, kompletnie nieatrakcyjnym dla płci przeciwnej.
Piotra poznałam w Warszawie, podczas jakiegoś śmiesznego szkolenia, na które wysłała mnie moja firma. Nigdy żaden mężczyzna nie był dla mnie wystarczająco dobry, zawsze było jakieś "ale". Piotr jednak nie zwracał uwagi na moje dąsy, szybko się denerwował i mało mówił o uczuciach. Pomyślałam, że ona bardzo by do niego pasowała.
Gdy tej nocy wróciłam do domu, ledwo trzymałam się na nogach, a świat zabawnie wirował. Moje włosy śmierdziały tytoniem, a oddech wódką. Od razu wiedziałam, że ona nie jest sama. Weszłam do jej sypialni, jednak była pusta, klęknęłam na jej łóżku, przywierając do ściany, nasłuchując. Kochali się w mojej sypialni, widziałam to oczami wyobraźni, byli tacy piękni, tak idealnie do siebie pasowali. On mówił, że jest boginią, a ona mruczała i wiła się wokół niego. Fala gorąca i rozkoszy rozeszła się po moim ciele i mogę się założyć, że opadłyśmy na łóżko w tym samym momencie. Niestety, Piotr już nigdy więcej nie zadzwonił.
Chyba miała wyrzuty sumienia, bo tego nie ranka nie zastałam jej w kuchni. Dopiero gdy chwyciłam klamkę od drzwi wejściowych, pojawiła się koło mnie, jak zjawa, w nocnej koszuli, z potarganymi włosami i resztkami wczorajszego makijażu. Mówiła spokojnie i powoli, choć ręce jej drżały, mówiła o zazdrości i pożądaniu tego, co moje, mojego życia. Każdego ranka podglądała mnie w łazience, lubiła, gdy wiłam się jak wąż i kręciłam biodrami przed lustrem, podczas mycia zębów. Z niecierpliwością czekała, aż wreszcie ściągnę ubrania i wejdę pod prysznic, a gdy słyszała, że coś nucę, mocno przygryzała wargi, tak, że wciąż lała się z nich krew. W szał wprawiała ją myśl, że mogę ją oczarować, a ona sama siebie nie jest w stanie. To dla mnie się tak stroiła.
Uderzyłam ją w twarz i mocno przytuliłam. Odtąd byłyśmy zawsze razem, ja pozwalałam się podglądać, a ona uczyła mnie gotować, bym kiedyś mogła wywalić ją za drzwi, chociaż obie dobrze wiedziałyśmy, że to nigdy nie nastąpi.

1 komentarz:

  1. genialne, po prostu genialne. Zwłaszcza fragment z pukaniem do drzwi.

    OdpowiedzUsuń